Gdy mniej znaczy więcej

Gdy mniej znaczy więcej

Wobec gwałtownie wzrastających cen domów i trudności w utrzymaniu dużego mieszkania, coraz wieksze zainteresowanie budzi nowy rodzaj budownictwa: małe domki, nie tylko postawione na gruncie ale także ruchome, na kółkach. Przeprowadzka do takiego domku redukuje koszty mieszkaniowe prawie do zera dając upragnione poczucie spokoju i wolności, ale narzuca konieczność pozbycia się różnych rzeczy. Decyzja może być nawet bolesna, gdy chodzi o przedmioty zbierane w ciągu wielu lat albo o liczne pamiątki. Jest to szczególnie trudne dla mieszkańców Płn. Ameryki, której mieszkańcy przywykli żyć w dużych domach. Ale czasy się zmieniają, a koszty życia wzrastają niewspółmiernie szybko w stosunku do zarobków, już nie mówiąc o ciągłej obawie przed utratą pracy.

W takiej sytuacji znalazł się Jay Shafer, który był nauczycielem komputerowego projektowania. Aby sprostać roznącym wydatkom, zaczął pracować dodatkowo wieczorami jak kasjer w centrum handlowym. Ale “większość zarobionych pieniędzy wystarczyła zaledwie na wynajęcie mieszkania. To nie jest warte takiej harówki” – pomyślał Shafer. Doszedł do wniosku, że nadszedł czas by żyć według starej dewizy: “Chociaż małe, ale własne”. Przestał płacić drogi czynsz i przeprowadził się do drewnianego domku.

.

.

Na początek zbudował domek o powierzchni 9 metrów kawadratowych, którym mógł się przemieszczać z miejsca na miejsce. Oczywiście musiał przedtem zredukować drastycznie wielką ilość różnych przedmiotów. Ku swemu zdziwieniu, spostrzegł że są one w zasadzie niepotrzebne. Dopiero póżniej upewnił się w tym odkryciu: “Nie zdajemy sobie sprawy, jak często stajemy się bezwolnymi ofiarami reklamowych pułapek. Specjaliści od takiej propagandy chcą nas przekonać, że nie możemy żyć bez kupowania coraz to więcej rzeczy“.

Domek Shafera wzbudził duże zainteresowanie i przechodnie często pytali go, jak można żyć w takiej klitce. Takie rozmowy nasunęły mu pomysł, że to może być dobry sposób na życie a może nawet ukazały cel o wiele ważniejszy: uświadomić ludzi, że możemy żyć spokojniej bez masowego marnotrawstwa różnych materiałów. Jeżeli zdecydujemy się żyć umiarkowanie, wtedy uwolnimy się od róznych napięć nerwowych i zakosztujemy szczęścia jakie daje spokój.

Aby rozpropagować swój pomysł, J.Shafer ruszył w podróż ze swoim domkiem. Zobaczył, że wielu napotkanych ludzi jest zainteresowanych tym, aby nauczyć się żyć z niewieloma rzeczami. “Mieszkając w takim małym domku, mamy faktycznie do dyspozycji tylko jeden pokoik z kilkoma przedmiotami. Zatem sami musimy zdecydować co jest naprawdę potrzebne” – radzi Shafer.

.

Taki domek można postawić w ogrodzie czy sadzie, w pobliżu naszego domu rodzinnego albo umieścić go na kołach i cieszyć się wolnością podrózowania z całym naszym dobytkiem. Odwiedzając urocze miejsca, można zatrzymać się na dłuższy czas w ładnej okolicy. Po drodze spotyka się różnych ludzi, a niektórzy mogą nawet pozazdrościć nam tej wolności (“żyje sobie swobodnie jak ptak, nie tak jak my” – pomyślą).

A więc pomysł chwycił. Następnym krokiem bylo zorganizowanie ruchomej wystawy i udostępnianie materiałów instruktażowych. Gdy krąg zainteresowanych coraz bardziej się rozszerzał, Shafer zdecydował swój pomysł zastosować w praktyce, czyli uruchomić produkcję. Nie dysponujac potrzebnym kapitałem, równolegle z budowaniem rozpoczął akcję informacyjno-reklamową, aby ze sprzedaży domków już wyprodukowanycyh uzyskać środki do projektowania i budowy następnych.

W tym celu Jay zarejestrował kilkuosoobową firmę “Tumbleweed” która szybko się rozwijała. Już po kilku latach jej obroty wzrosły siedmiokrotnie i wtedy przyłączyli się inni współpracownicy. Dla klientów, którzy chcieliby sami budować sobie taki domek, Jay napisał ilustrowaną książkę ze szkicami różnych projektów. Zaletą jego podręcznika były praktyczne porady jak do budowy można wykorzystać najprostsze materiały i narzędzia, co bardzo obniżało koszty przedsięwzięcia.

.

Popularność tej książki zachęciła go do założenia kolejnej firmy “Four Lights Tiny House” (Domek Czterech Świateł), z czego powstał projekt jeszcze większy. To była pierwsza “Wioska Małych Domków“. Zaczęła sie wielka przygoda 50-letniego Jay Shafera: THM – Tiny House Movement (Stowarzyszenie Budowy Małych Domków).

Filozofia stowarzyszenia, czy może raczej spontanicznego ruchu, sprowadzała się do hasła “żyj prosto i ciesz się wolnością”. To był strzał w przysłowiową “dziesiątkę” bo wielu ludziom dokucza coraz bardziej ciągły brak czasu i gonitwa za pieniądzem. Tęsknota za większą swobodą i prostym życiem blisko przyrody staje się dla wielu koniecznością, aby nie dopuścić do zrujnowania nerwów i rozpadu więzi rodzinnych.

.

Szczęśliwi Jay Shater i żona. Pozbywając się balastu, znaleźli wolność i czas dla siebie.

.

Idea małych domków zdobywała coraz większą popularność także w Europie, Australii a nawet w dalekiej Japonii. Shafer tak opisuje zalety nowej sytuacji, w jakiej się znalazł: “W końcu mam czas robić to, co lubię. Teraz mogę powrócić do spraw, o których myślałem od lat. Cieszę się wolnym czasem w długie dni, podróżując z moim domkiem odwiedzam ciekawe miejsca, próbuję różne potrawy w restauracjach i, co najważniejsze, bez ograniczeń spędzam czas z moją rodziną. Gdy urodziło się nam pierwsze dziecko, mieszkaliśmy w dużym domu. Teraz nasz 4-letni synek potrzebuje więcej miejsca więc bawimy się z nim na świeżym powietrzu i cieszymy się przyrodą. Kilkakrotnie w ciągu roku dokonujemy z żoną redukcji i pozbywamy się niepotrzebnych rzeczy. Przebywając razem w naszym nowym świecie, czujemy się blisko siebie – bliżej niż kiedykolwiek przedtem“.

.

Gdy w dachu małego domku znajduje się okno, można z łóżka obserwować gwiazdy, nawet przez całą noc – (3:07) https://www.youtube.com/watch?v=Y6vU8DbleRY . Może odszukacie swoją “Gwiazdkę z nieba” o której śpiewał Piotr Janczerski i grupa NoToCo?

_____________

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Translate »