Uroda miesięcy – LUTY

Uroda miesięcy – LUTY

Zofia Kossak – Rok Polski

PROCH JESTEŚ

Na nowy rok dnia przybyło zaledwie „na barani skok”, natomiast w lutym panowanie mroku jest znacznie skrócone. Koniec zimy co dzień bliższy, toteż gospodynie kończą spiesznie roboty zimowe, na które później czasu nie stanie. Schodzą się wieczorami, by gromadnie prząść lub drzeć pierze. Prząśniczki znane są przeważnie ogółowi z pieśni Moniuszki lub bajki o śpiącej królewnie. W tej ostatniej nowi redaktorzy starego wątku mylą uparcie wrzeciono z kołowrotkiem, mimo że różnica między tymi dwoma przedmiotami jest ogromna.

Zimowe wieczory to był czas na łupanie strąków fasoli, darcie pierza lub przędzenie wełny. Obraz Stryjeńskiej – „Prządka”.

Kołowrotek to postęp, mechanizacja, nowomodny wymysł, podczas gdy prząślica z wrzecionem stanowią narzędzie używane przez ludzkość tysiące lat temu, równowieczne z krzesiwem lub sierpem i – podobnie jak tamte – niezmienne. Cywilizacja nic nie mogła dodać do śliskiego, gładkiego kształtu wrzeciona, mogła go tylko naśladować.

Prząślica stoi na ławie, prządka przysiada deskę, lewą ręką skubie kądziel, podbiera, poddaje, puszcza w dół, gdzie już furczy wrzeciono obracane niezawodnym gestem prawej dłoni. Zwieszone na nici, miga, wiruje coraz szybszymi obroty, nawijając na sobie cienką, równą nitkę. Umieć pięknie prząść – to powód słusznej dumy. Więc też każda wieczornica stanowi ciche zawody, rozgrywki, eliminacje. Furczeniu wrzecion towarzyszy pieśń. Śpiew lepiej pasuje do tej pracy niż opowieść, bo zdarza się, że jeśli bajka ciekawa, palce nieruchomieją z wrażenia, wrzeciono staje i nić się urywa. …Baśnie, prządki, „szkubaczki” pierza – dawny obyczaj, zapamiętane z dziecinnych lat formy życia – gdzie wy? Minęły jak srogie „lute” mrozy, którym kusy, zmienny miesiąc zawdzięcza swą nazwę.

Piotr Stachiewicz (1958-1938) – Matka Boska Gromniczna

Hej, bo luty bywał luty. Obok mrozów ciężką plagę stanowiły wilki, szczególnie agresywne w tym okresie rozpoczętej rui. Biada, komu droga wypadła nocą; a bywało niebezpiecznie wyjść z chaty o zmierzchu. Stada okrutnych rabusiów wpadały do wsi, podkopywały się pod chlewy i obory, ślepiami błyskały w mroku. Strach, strach. Bezradni wobec tej grozy i ciągłych szkód, ludzie wsiowi zwracali się o ratunek do Najmiłosierniejszej Instancji, do Matki Boskiej Gromnicznej. Stare legendy ukazują nam Panią Niebieskiego Dworu z gromnicą zapaloną w dłoni, strzegącą chat przed wilkami pośród mroźnej zawieruchy. Pani Gromniczna ratuje sierotkę zabłąkaną w boru, rozpędzając stado wilków gotowe pożreć dziewczynkę.

Czy to na skutek niewątpliwej zmiany klimatu, czy z winy nie ustalonej długości – luty pełen jest przeciwieństw. „Podkuj buty – idzie luty” – powiada jedno przysłowie, a wnet drugie: „Na świętego Macieja – pierwsza wiosny nadzieja” i „Przy świętej Dorocie chusty schną na płocie”. Równocześnie zaś ocieplenie w pierwszej połowie lutego stanowi niechybną zapowiedź długotrwałych mrozów, i odwrotnie: „Kiedy na Gromniczną mróz, zładuj sanie, szykuj wóz”, „Kiedy na Gromniczną ciecze, zima się jeszcze przewlecze”. Jedno jest pewne: pod mroźną, lutą pokrywą czuć już potężne pulsowanie wiosny. W tym tajemnica sprzeczności.

.

Jaką ma wartość sól gdy zwietrzeje?

Niegdyś na świętą Agatę był zwyczaj święcenia soli. Sól – symbol mądrości. „Wy jesteście solą ziemi.” Mądra i mężna była owa Sycylijka Agata, która przeniosła męczeństwo nad ponęty rzymskiego wielkiego świata. „Ani moc moja kamienna, ani ciało moje spiżowe” – skarżył się Hiob. Lecz wątła dziewczyna okazała się silniejsza od spiżu i miedzi, twarda jak kamień, noszący wspólne z nią imię. Stało się zaś tak, gdyż całkowicie zaufała Panu.

.

Lednica – Spotkanie Młodych i poświęcenie soli

Sól od najdawniejszych pogańskich czasów otoczona jest szacunkiem. Brak tego poszanowania mści się niezgodą w rodzinie. Chleb i sól streszczają w sobie wszystko, co dla ciała i ducha potrzebne. Przez podanie chleba i soli zawiera się trwałą przyjaźń. Zarazem sól jest uosobieniem ziemi. Błogosławieństwo Kościoła udzielone w tym dniu soli obejmowało zatem pokorną glebę-żywicielkę, całą nieobeszłą ziemię z jej kruszcami i rudami, skałami i mokradłami, z piaskiem, ową sypką mąką klepsydry prawieków. Sól święcona na świętą Agatę chroniła bydło od chorób, chatę od pożaru.

.

Zapusty, ostatki – to znów import włoski, przybyły w podróżnych łubach królowej Bony. Lecz surowy klimat polski nie dopuścił rozpowszechnienia się karnawału we właściwym italskim znaczeniu tego słowa i z ogólnej zabawy ulicznej został tylko pański kulig. “Z kopyta kulig rwie” (2:20) https://www.youtube.com/watch?v=bhlxrcXn99k .

.

Piękna feeria skrzących się barw. Konie buchające parą, fantastycznie przystrojone w pióropusze, wisiorki, siatki spływające z zadów aż do sań. Sanie złocone, rzeźbione, sanie w kształcie łabędzia, sanie w kształcie orła, brzęczące janczarami uprzęży, pełne rozśpiewanych par, wlokące zaprzęgi barwiste przez śnieżne zaspy. Na pierwszych saniach kapela: bębny, skrzypce, basy. Księżyc w pełni, ostre szafirowe cienie na oślepiającej bieli. Choć jasno jak w dzień, przodem pędzą konni z kagańcami. Krwawy odblask różowi śnieg. Na twarzach jadących maski, pod narzuconymi futrami dziwaczne pstre stroje. Kulig! kulig! Kraj biały, cichy, chaty uśpione, podobne śnieżnym pagórkom, zdają się nie wiedzieć nic o obcym zjawisku, co niby gomon przelatuje mostki, strąca w pędzie okiść z drzew.

.

Muzyka z dala wydaje się nikła niby brzęczenie komara, wprędce rośnie, aż zagrzmi tuż, tuż… Już są! Zatłoczony dziedziniec. Konie parskają. Krzyki, śmiechy. Nie rozpoznasz, kto zacz pod maską. Kulig! kulig!

Wywrócili dom do góry nogami, wypili, zjedli, czym chata bogata, zostawiając próżne spiżarnie i piwnice. Potańczyli, jeśli w izbach mało miejsca, na majdanie. Konie pokarmione z ręki znów stoją przed gankiem, nim słońce wzejdzie, trzeba odwiedzić jeszcze parę dworów. Bogatszy o sanie miejscowe, orszak wyjeżdża z opłotków, by zaraz popędzić w cwał. Kulig! kulig! Ochota rozsadza serca.

Zapusty to pora zawierania małżeństw. Choć Wielki Post szybko minie, roboty polne mało zostawiają czasu na wesela. Polska była krajem rolniczym i rolniczy rozkład zajęć ustalał jej obyczaje… Ten, co w zapusty nie znalazł sobie żony, ta, co nie znalazła męża, musieli czekać do następnych świąt.

Robienie orła na śniegu – popularna zabawa dla dzieci

Stanął korowód kuligowy. Krótki czas zapustów minął jak z bicza wystrzelił. Rozbawieni weselnicy ani się spostrzegli, gdy nadszedł Popielec. Proch jesteś i w proch się obrócisz! Proch jesteś i w proch się obrócisz… Przed ciżbę karnawałową, huczną i bogatą, Kościół rzucał nieubłagane stwierdzenie znikomości rzeczy. Czy te słowa są okrutne? Tylko poganinowi mogłyby się wydać takimi. Jesteśmy prochem, ale prochem nieśmiertelnym. Materią, z której Bóg powołuje nowe kształty lub wskrzesza minione.

____________

Leave a Reply

Your email address will not be published.

Translate »